Szwadron Kawalerii im. 27. Pułku Ułanów


Katyń 1940 - zbrodnia czy ludobójstwo

Ludobójcze działania Niemiec hitlerowskich i Związku Sowieckiego w czasie II wojny światowej zostały zaprogramowane na tle nienawiści rasowej i etnicznej. Programy te odrzucały moralną zasadę przykazania „nie zabijaj" jako absolutną i powszechnie obowiązującą. Nawiązując do obłędnych ideologii, pozostawiły uprzywilejowanym instytucjom(SS i NKWD) prawo do decydowania o życiu i śmierci poszczególnych osób, czy narodów czy też całych grup etnicznych.
Katyń jest dla Polaków symbolem zbrodniczej polityki systemu sowieckiego wobec polskiego narodu. „Zbrodnia Katyńska” jest pojęciem umownym, odnoszącym się do jednego z miejsc eksterminacji polskiej elity przywódczej w latach II wojny światowej, najwcześniej odkrytym - lasu katyńskiego pod Smoleńskiem.
Zbrodnia Katyńska” to skrytobójczy mord dokonany przez Sowietów na blisko 22 tysiącach obywatelach państwa polskiego, którzy po wkroczeniu Armii Czerwonej do Polski 17 września 1939 r. dostali się do niewoli lub ich po prostu aresztowano, a na podstawie tajnej decyzji Biura Politycznego Komitetu Centralnego Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików) z 5 marca 1940 r., zgładzono strzałem w tył głowy około 15 tysięcy jeńców przetrzymywanych wcześniej w obozach specjalnych NKWD w Kozielsku, Ostaszkowie i Starobielsku oraz 7 tysięcy osób osadzonych w więzieniach zachodnich obwodów republik Ukraińskiej i Białoruskiej, tj. terenach wschodnich Polski, włączonych w 1939 r. do Związku Sowieckiego.
Ofiarami byli głównie znaczący obywatele państwa polskiego: oficerowie Wojska Polskiego i policji, urzędnicy administracji państwowej oraz przedstawiciele intelektualnych i kulturalnych elit Polski. Zginęli zakopani w bezimiennych masowych dołach śmierci w co najmniej pięciu miejscach na terenie Związku Sowieckiego. Jeńcy z trzech obozów specjalnych NKWD transportowani byli pociągami w kwietniu i maju 1940 r. do miejsc egzekucji: Katynia (obóz w Kozielsku), Kalinina (obóz w Ostaszkowie), Charkowa (obóz w Starobielsku). Zabici w Kalininie (obecnie Twer) zakopani zostali w Miednoje. Pozostali, przetrzymywani w więzieniach tam mordowani, grzebani byli w nieustalonych dotąd miejscach; znane są dwa na Białorusi i Ukrainie (Kuropaty pod Mińskiem i Bykownia pod Kijowem).
Władze ZSRS postanowiły zgładzić tysiące bezbronnych jeńców, gdyż nie ulegli oni prowadzonej wobec nich propagandzie i pozostali żarliwymi patriotami, gotowymi walczyć z sowieckim okupantem o wolną Polskę.

Kto mordował polskich oficerów? Odurzeni wódką sadyści, zawodowi egzekutorzy NKWD, strażnicy więzienni i zwykli kierowcy. Za strzelanie w tył głowy Polakom dostali pochwalę i po 800 rubli.
Komando zabójców przyjechało z Moskwy do Kalinina (przed rewolucją noszącego nazwę Tweru) specjalną salonką. Na czele grupy stał Wasilij Błochin, najsłynniejszy kat w historii Związku Sowieckiego. Oprócz niego Nikołaj Siniegubow i Michaił Kriwienko. Przywieźli ze sobą walizkę pełną pistoletów Walther, amunicję i kilka skrzynek wódki. Praca, którą mieli wykonać, wymagała bowiem wypicia dużej ilości alkoholu. Pracą ich było wymordowanie 6,3 tys. ludzi.
Zasadę mordowania polskich oficerów i funkcjonariuszy można prześledzić na podstawie egzekucji z Kalinina (Tweru).
Był początek kwietnia 1940 r., w budynku NKWD rozpoczął się mord. Zabójcy działali w sposób spokojny i zdyscyplinowany, niczym na taśmie produkcyjnej. Polacy - żołnierze KOP, policjanci i żandarmi, byli pojedynczo wywoływani z celi przyprowadzani do tzw. świetlicy leninowskiej. Tam nieszczęśników pytano o nazwisko, imię ojca i datę urodzenia. Następnie strażnik zakuwał ich ręce w kajdanki pojedynczo wyprowadzano do sąsiedniej celi, gdzie czekał kat. Po przekroczeniu drzwi przez ofiarę morderca przystawiał lufę do potylicy i naciskał spust Polak padał na ziemię, a w tym czasie do świetlicy leninowskiej prowadzono już następnego skazańca. Aby nie było słychać strzałów, Błochin kazał wyłożyć drzwi i ściany katowni grubą warstwą wojłoku.
Mordy w Kalininie odbywały się nocą, jednorazowo zabijano około 250 ludzi. Pierwszej nocy pod lufy dostarczono 343 Polaków, ale okazało się, iż było to za dużo. Ostatnich ludzi kaci musieli mordować w pośpiechu już przy świetle dziennym. Obniżono więc „dzienną normę” o 100 osób. Cała operacja trwała około miesiąca. W sumie w Kalininie spust naciskało około 30 ludzi. Wspomniana trójka zawodowych zabójców z NKWD - Błochin, Siniegubow i Kriwienko - oraz pracownicy miejscowego NKWD. W większości oficerowie śledczy, strażnicy więzienni i kierowcy, ale również zwykli pracownicy biurowi. Zostali oni wytypowani przez szefa kadr NKWD w Kalininie - Borisowa.
Na krótko przed świtaniem, gdy zamordowano ostatniego Polaka, Błochin odbierał od zabójców pistolety i sprawdzał stan techniczny. Broń szybko się zużywała, dlatego właśnie oprawcy przywieźli całą walizkę pistoletów niemieckich marki „Walther”. Następnie niejako jakby w nagrodę za dobrze wykonane zadanie Błochin rozdawał wódkę i luksusową zakąskę. Najprawdopodobniej pito zarówno przed zabijaniem, jak i w jego trakcie. Alkohol dawał niezbędne znieczulenie i pozwalał stłumić grozę dokonywanego w piwnicach mordu.
Nad ranem wszyscy biorący udział w zabijaniu brali się do usuwania ciał. Były one wynoszone na podwórze więzienne gdzie czekały już ciężarówki kryte brezentem (brezent ten później Błochin kazał spalić, a paki ciężarówek wyszorować z krwi). Ciała wywożono do podmiejskiego Miednoje. Tam zwalano je do masowego grobu, wykopanego wcześniej przez koparkę typu Komsomolec. W „dole śmierci” składano przeważnie 250 ciał (tyle ilu udało się zgładzić skazańców w ciągu jednej nocy).
Dwóch operatorów koparki przywiózł ze sobą z Moskwy Błochin. Po zakończeniu operacji ludzie ci zasypali doły i ubili ziemię. Następnie na miejscu straceń NKWD stworzyło fałszywą stację zagłuszającą, aby mieć pretekst do niedopuszczania w pobliże ludzi. Znajdowały się tam również letniskowe dacze funkcjonariuszy bezpieki. Gdy jeden z nich po latach chciał wykopać piwnicę na kartofle, otrzymał surowy zakaz. Powód był zrozumiały...
Warto jeszcze odnotować, że Błochin i pozostali przybyli z Moskwy egzekutorzy po zakończeniu mordów na Polakach urządzili w swojej - stojącej na ślepym torze na stacji w Kalininie - salonce wystawny bankiet.

Katyń, miejscowość pod Smoleńskiem z ośrodkiem wypoczynkowym NKWD. Wymordowanie ok. 4400 jeńców z obozu w Kozielsku. Konwoje z obozu w grupach od 50 do 344 osób były organizowane od 3 kwietnia do 12 maja. 12 maja ostatni transport jeńców kierowanych na egzekucję do Katynia został z niewyjaśnionych powodów cofnięty na stację Babynino i jadący nim więźniowie ocaleli.
Zamordowani zostali pochowani w Katyniu w ośmiu masowych grobach. Wśród ofiar zbrodni znaleźli się m.in. kontradmirał Xawery Czernicki, generałowie Bronisław Bohatyrewicz, Henryk Minkiewicz i Mieczysław Smorawiński, naczelny kapelan wyznania prawosławnego WP ppłk Szymon Fedorońko, naczelny rabin WP mjr Baruch Steinberg, a także jedna kobieta – ppor. pilot Janina Lewandowska.
Więźniów w ciągu ok. doby dowożono koleją przez Smoleńsk do stacji Gniezdowo – naocznym świadkiem trasy konwoju z 29 na 30 kwietnia 1940 roku był prof. Stanisław Swianiewicz.
Relacja prof. Swaniewicza z likwidacji obozu w Kozielsku.
"(...) Ten pierwszy transport, który odszedł z Kozielska 3 kwietnia 1940 roku zabrał około 300 jeńców. W ten sposób rozpoczęła się likwidacja obozu kozielskiego. Transporty odchodziły z pewną wahającą się regularnością; czasami nowy transport był następnego dnia, czasami była kilkudniowa przerwa. Obserwacja doprowadziła jeńców do przekonania, że z reguły transport zabiera przeciętnie około 300 ludzi. Poprzez robotników rosyjskich, z którymi czasami stykaliśmy się przy różnych pracach obozowych, zdołaliśmy również ustalić, że zasadniczy kierunek transportów był zachodni. Zdawało się to przemawiać przeciwko „optymistycznej” koncepcji co do oddania nas w ręce aliantów, a raczej na rzecz „pesymistycznej” koncepcji przekazania Niemcom (...)"
Z Gniezdowa oficerów transportowano autobusem więziennym (tzw. „czornyj woron”) na miejsce zbrodni na tzw. uroczysku Kozie Góry, gdzie nad masowymi grobami młodszym i silniejszym zarzucano na głowę płaszcze wojskowe i wiązano z tyłu ręce sznurem konopnym produkcji radzieckiej, po czym wszystkich zabijano z małej odległości strzałem z pistoletu Walther kal. 7,65 mm, zwykle jednym w potylicę. (W masowych grobach znaleziono łuski i pociski kal. 7,65 mm, rzadko kal. 7,62 mm). Poza tym niektóre ofiary przebijano czworokątnym bagnetem radzieckim. Przyjmuje się, że część ofiar wymordowano w piwnicach tzw. więzienia wewnętrznego Obwodowego Zarządu NKWD w Smoleńsku na ul. Dzierżyńskiego 13 (skazany miał być umieszczany we włazie kanalizacyjnym, jego głowę kładziono na brzegu, po czym strzelano w tył głowy).
Ogólny nadzór nad egzekucjami sprawował naczelnik smoleńskiego NKWD Jemielian Kuprijanow. Według relacji strażnika więziennego Kiriłła Borodienkowa z 1989 roku rozstrzeliwań w Katyniu dokonywali m.in. naczelnik więzienia wewnętrznego NKWD w Smoleńsku lejtnant bezpieczeństwa państwowego Iwan Iwanowicz Stelmach, komendant Wydziału Administracyjno-Gospodarczego smoleńskiego NKWD starszy lejtnant bezpieczeństwa państwowego Josif Iwanowicz Gribow, jego zastępca Nikołaj Afanasjewicz Gwozdowski i pracownik smoleńskiego NKWD I.M. Silczenkow.

Charków, pl. Dzierżyńskiego 3 – siedziba Obwodowego Zarządu NKWD w Charkowie. Wymordowanie ok. 3800 jeńców z obozu w Starobielsku. Konwoje z obozu były organizowane od 5 kwietnia do 12 maja. Zamordowani, w tym generałowie Leon Billewicz, Stanisław Haller, Aleksander Kowalewski, Kazimierz Orlik-Łukoski, Konstanty Plisowski, Franciszek Sikorski, Leonard Skierski i Piotr Skuratowicz, zostali pochowani w masowych grobach pod Charkowem, 1,5 km od wioski Piatichatki.
Konwoje docierały wagonami więziennymi na stację Charków Pasażerski, a stamtąd samochodami do wewnętrznego więzienia NKWD. Jeńców rozstrzeliwano nocami, stosując rewolwery Nagant kal. 7,62 mm. Skazanym wiązano z tyłu ręce sznurkiem i wprowadzano do bezokiennego pomieszczenia w piwnicach więzienia NKWD, gdzie byli zabijani strzałem w kark. Ciała zamordowanych z zawiązanymi na głowach płaszczami były w nocy wywożone ciężarówkami i grzebane.
Egzekucjami, pod nadzorem grupy funkcjonariuszy przybyłych z Moskwy, kierowali naczelnik charkowskiego NKWD major bezpieczeństwa państwowego Piotr Safonow, jego zastępca kapitan bezpieczeństwa państwowego Paweł Tichonow i komendant Wydziału Administracyjno-Gospodarczego charkowskiego NKWD starszy lejtnant bezpieczeństwa państwowego Timofiej Fiodorowicz Kuprij.
Informacje dotyczące szczegółów ewakuacji znamy z relacji nielicznych ocalałych jeńców. Józef Czapski, malarz-literat i oficer pisze m.in.:
Relacja Józefa Czapskiego z likwidacji obozu w Starobielsku.
"(...) Stojąc na wielkich schodach cerkiewnych komendant żegnał partie uśmiechem pełnym jakby obietnic. „Wyjeżdżacie tam, powiedział jednemu z nas, dokąd i ja bardzo chciałbym pojechać...
Opuściłem Starobielsk w grupie 16 ludzi dopiero 12 maja. Już na stacji zaczęły się niespodzianki, zapchano naszą partię do więźniarek, po kilkunastu w wąziutkich przedziałach, prawie bez okien, z grubo zakratowanymi drzwiami. Odkrywaliśmy napisy polskie na ścianach 'wysadzili nas koło Smoleńska'. Obsługa wagonu była bardzo brutalna. Zasadniczo wypuszczono nas dwa razy na dobę do klozetu. Karmiono wyłącznie małymi śledziami i wodą: Był upał, ludzie mdleli, konwojenci okazywali absolutną obojętność, wdrożeni do tego zawodu. Klucząc przez Charków, gdzie wysadzono dwóch z nas na małej stacyjce Babynino i załadowano, szturchając i bijąc kolbami, na wielką lorę. Tą lorą zawieziono nas przez nędzny, ubogi kraj, przez zniszczone, tak biedne wsie, jakich nigdy i nigdzie jakich nigdy i nigdzie w Polsce nie widzieliśmy. Oczekiwaliśmy wszyscy najgorszego. Patrzyli na nas milcząc, jakby niewidzącymi oczami, starzy, wychudli, z długimi jak u Borysa Godunowa brodami, małe dzieci idące ze szkół obelżywie wyzywały za nami 'polskimi panami' i 'krwiopijcami'. Zawieziono nas w okolicę gęsto zalesioną znów do obozu. Prysły marzenia o Francji, o Polsce.”Pawliszczew Bor” tak się ten obóz nazywał, był w głębi pięknych lasów.
Zastaliśmy tam 200 kolegów z Kozielska, 120 z Ostaszkowa i 63 ze Starobielska. Ci ostatni byli 25 kwietnia 1940 roku, wysłani ze Starobielska oprócz własnej grupy. Podkreślono im kilkakrotnie, że mają trzymać się oddzielnie gdyż jadą na specjalnych warunkach. Ta grupa 63, grupa 16, w której przyjechałem ja i około 10 wywiezionych indywidualnie w czasie zimy, to wszystko co nie zginęło z tych 4000 jeńców, którzy spędzili zimę w obozie Starobielskim. W obozie Pawliszczew Bor było nas około 400. Po paru tygodniach wywieziono nas wszystkich dalej do Griazowca pod Wołogdą, gdzie nas trzymano do sierpnia 1941 roku. Byliśmy z początku przekonani, że taki sam los jak nasz spotkał wszystkich innych naszych kolegów, że zostali oni rozesłani do podobnych małych obozów, rozsypanych po całej Rosji. Bardzo prędko jednak zaczęliśmy się zastanawiać nad ich losem, dlatego, że w prawie każdej kartce z Kraju, otrzymywaliśmy coraz bardziej niespokojne zapytania, co dzieje się z kolegami naszymi ze Starobielska, Kozielska i Ostaszkowa od chwili gdyśmy się z nimi rozstali. Na podstawie tych kartek z Polski, stwierdziliśmy już od lata 1940 roku, że jesteśmy jedynymi jeńcami z tych trzech obozów, o których dochodzą wieści do Kraju po kwietniu 1940 roku."

Kalinin (obecnie i poprzednio Twer), ul. Sowiecka 2 – siedziba Obwodowego Zarządu NKWD w Kalininie Wymordowanie ok. 6300 jeńców z obozu w Ostaszkowie, głównie policjantów i funkcjonariuszy KOP (w tym ponad 5,5 tys. szeregowych i podoficerów). Konwoje z obozu były organizowane od 4 kwietnia do 16 maja. Zwłoki ofiar mordu zakopano pod Kalininem w miejscowości Miednoje w 23 masowych grobach. Konwoje jeńców były transportowane koleją do Kalinina (Tweru), przewożone samochodami więziennymi do siedziby NKWD (obecnie Twerski Instytut Medyczny) i umieszczane w więzieniu wewnętrznym NKWD, znajdującym się w piwnicach budynku. Egzekucje odbywały się w nocy. Więźniów wprowadzano pojedynczo do obszernego pomieszczenia piwnicznego (tzw. pokój leninowski), gdzie każdy był pytany o nazwisko. Stamtąd skazany ze skutymi rękami przechodził do następnego, mniejszego pomieszczenia z drzwiami obitymi wojłokiem, gdzie strzelano mu w tył głowy z pistoletu Walther. Pierwszego dnia po nadejściu konwoju z ponad 300 jeńcami kaci musieli kończyć egzekucje za dnia i następne partie nie przekraczały 250 osób. Zwłoki wynoszono z piwnic i wywożono ciężarówkami do odległej o ok. 20 km miejscowości Miednoje nad rzeką Twercą. Tam, na terenie letniskowym kalinińskiego NKWD, na skraju lasu znajdowały się doły o głębokości kilku metrów, przygotowane wcześniej przez koparkę. W jednym dole mieściło się przeciętnie 250 zwłok. Zrzucone do dołów ciała były zasypywane przez koparkę. Terytorium to w czasie wojny ZSRR z III Rzeszą nie było pod okupacją niemiecką. O przebiegu „rozładowania” obozu specjalnego NKWD w Ostaszkowie możemy dowiedzieć się z relacji wachmistrza J.B. jednego z nielicznych ocalałych. 

Relacja wachmistrza J.B. z likwidacji obozu w Ostaszkowie. 
"(...) Co drugi, co trzeci dzień, a czasami dzień po dniu „Korpuśni” odczytywali z przyniesionych przez siebie wykazów szereg nazwisk od 60 do 300 i kazali przygotować się do podróży. Przygotowanie takie trwało około pół godziny, następnie wraz z wszystkimi rzeczami szło się do kina [duża sala w cerkwi], gdzie zdawało się otrzymane w obozie rzeczy, jak siennik, koc, miska, łyżka itp. Tam dokonywano bardzo gruntownej rewizji, wyznaczano starszego grupy, najczęściej oficera, i grupa maszerowała piechotą do toru kolejowego. Jak się później okazywało eskorta czekała w lasku za groblą i stamtąd, istotnie pod karabinami maszynowymi i w asyście psów, prowadzono do toru kolejowego, gdzie oczekiwały więźniarki. Bolszewicy, chcąc widocznie robić odpowiednie nastroje wśród jeńców, wystąpili kiedyś do kierownika zespołu muzycznego z propozycją, by odjeżdżające grupy żegnać muzyką. Istotnie robiło to dobre nastroje wśród jeńców. Transport, w którym ja odjechałem, odszedł wśród opisanych wyżej okoliczności dn. 18 kwietnia. Jechałem wraz z kolegami w transporcie liczącym ponad 300 policjantów. Całym transportem, sądząc dziś, dojechaliśmy do Bołogoje, skąd odczepiono nasz wagon, przyczepiono do innego pociągu i odjechaliśmy jakąś boczną linią w kierunku na Rżew. Na stacji gdzie nas odczepiono, siedzący na wyższych pólkach widzieli stojący pociąg więźniarek, mówili nam o tym, lecz żaden z nas nie przypuszczał, że to główny trzon naszego transportu (...)"

Według zeznań z 1991 roku byłego naczelnika kalinińskiego NKWD, gen. Dmitrija Tokariewa, egzekucje w Kalininie organizował jego zastępca Wasilij Pawłow, a do przeprowadzenia zbrodni została przysłana z Moskwy grupa, w której skład weszli m.in. starszy major bezpieczeństwa państwowego Nikołaj Siniegubow, kombryg Michaił Kriwienko i major bezpieczeństwa państwowego Wasilij Błochin. Błochin, członek ochrony osobistej Stalina, został nazwany przez polskiego historyka Wojciecha Materskiego „jednym z najkrwawszych katów, jakich zna historia”.

Kijów, ul. Korolenki 17; Charków, pl. Dzierżyńskiego 3; oraz Chersoń. Wymordowanie 3435 więźniów z Zachodniej Ukrainy z tzw. listy ukraińskiej, w tym 900 więźniów ze Lwowa, 500 z Łucka, 500 z Równego, 500 z Tarnopola, 400 ze Stanisławowa i 200 z Drohobycza. Ciała ofiar ukryto w różnych miejscach, w tym w Bykowni. Na liście ukraińskiej znajdowało się przeszło 750 policjantów oraz 726 oficerów WP, w tym generałowie Romuald Dąbrowski, Kazimierz Dzierżanowski, Władysław Jędrzejewski, Szymon Kurz, Mieczysław Linde, Franciszek Paulik i Rudolf Prich, co stało się wiadome dopiero w 1994 roku, po przekazaniu przez władze ukraińskie listy ukraińskiej.

Mińsk, ul. Lenina 17. Wymordowanie 3870 więźniów z Zachodniej Białorusi z tzw. listy białoruskiej, w tym z Białegostoku, Brześcia, Pińska, Baranowicz i Wilejki. Zwłoki ofiar ukryto prawdopodobnie w Kuropatach.
Z obozów jenieckich w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie ocalało łącznie 395 polskich oficerów wywiezionych do obozu w Juchnowie, a potem do obozu NKWD w Griazowcu. Stanowili oni później trzon Armii gen. Andersa, kilku zaś zasiliło szeregi armii gen. Berlinga.
Motywy podjęcia takiej decyzji są przedmiotem różnych hipotez, gdyż nie są znane dokumenty wyjaśniające tę kwestię. Wysuwane są przypuszczenia o osobistej zemście Stalina za porażkę w wojnie 1920 roku, co jest jednak kwestionowane. Według części badaczy powodem była chęć pozbawienia narodu polskiego warstwy przywódczej, elity intelektualnej, której przedstawicielami byli zamordowani oficerowie, by uniemożliwić odrodzenie polskiej państwowości. Zwracano uwagę na podobieństwa zbrodni katyńskiej do prowadzonych przez III Rzeszę akcji eksterminacyjnych skierowanych przeciwko polskiej inteligencji (tzw. Akcja AB oraz Operacja Tannenberg). Wskazywano również, że zbrodnia katyńska zbiegła się w czasie ze skargami Niemców na to, że Rosjanie zapewnili oficerom polskim schronienie, mając w tym ukryty cel. Ukrywanie zbrodni przez stronę radziecką, a następnie utajnienie śledztwa przez stronę rosyjską sprawiły, iż niektórzy historycy wysuwają tezę, że zbrodnia katyńska była dokonana przy współpracy NKWD i Gestapo lub przynajmniej znana wcześniej stronie niemieckiej. Podstawą współpracy NKWD i Gestapo była tajna umowa z 28 września 1939 roku, zobowiązująca III Rzeszę i ZSRR do wspólnego zwalczania wszelkich form polskiego oporu wobec okupacji. Zgodnie z tym porozumieniem Gestapo i NKWD przeprowadziły kilka konferencji w Zakopanem, Krakowie i Lwowie; mogły one dotyczyć metod zabijania, deportacji i skutecznego działania. Prof. George Watson z Uniwersytetu w Cambridge uważa, iż o losie polskich jeńców postanowiono na jednej z takich konferencji w Krakowie.

Znamy tożsamość niemal wszystkich ofiar zbrodni katyńskiej (ostatnią zagadkę stanowi tzw. lista białoruska), oficerów, policjantów, urzędników i innych przedstawicieli elit II RP. Wiemy niemal wszystko o zleceniodawcach mordu - Józefie Stalinie, Ławrentiju Berii, Wiaczesławie Mołotowie, Klimencie Woroszyłowie, Łazarze Kaganowiczu, Michaile Kalininie i Anastasie Mikojanie. Ludziach, którzy podpisali się pod złowieszczym rozkazem wymordowania Polaków z 5 marca 1940 r.
Nadal jednak posiadamy niewiele informacji o katach. Czyli o ludziach, którzy wykonali wyrok wydany przez Stalina i innych członków sowieckiego politbiura, do niedawna znaliśmy właściwie tylko nazwiska. Badacze dotarli bowiem tylko do rozkazu numer 001365 wydanego przez Berię po zakończeniu operacji katyńskiej, na mocy którego 125 funkcjonariuszy NKWD zostało nagrodzonych „za pomyślne wykonanie zadań specjalnych”.
Wśród morderców byli ludzie mający różne wykształcenie, rozmaitą pozycję zawodową i społeczną, rozmaitych narodowości i w różnym wieku. Najstarszy na liście to Iwan Stelmach, komendant więzienia NKWD w Smoleńsku, który w momencie mordów miał 58 lat. Dowodził rozstrzeliwaniami w Katyniu. Według niepotwierdzonych informacji zmarł w męczarniach z powodu „straszliwego bólu, który przeżerał mu wnętrzności”. Najmłodsza na liście to Anna Iwanowna Razorienowa. W1940 r. miała zaledwie 21 lat. Była maszynistką, która układała listy śmierci. Ideowa komunistka, z partii wystąpiła dopiero w 1990 r.
W latach 1990-1992 rosyjska prokuratura przeprowadziła szereg przesłuchań między innymi Mitrofana Syromiatnikowa - kata z Charkowa. Zeznawał on: „Braliśmy szynele, czapki. Trzeba było przecież przykrywać ich, trzeba było owijać czymś głowę. Rozumiecie. Żeby nie krwawiła. Owijaliśmy od razu po rozstrzelaniu. Braliśmy ich stamtąd i układaliśmy na samochodzie, na przemian. Jednego głową w jedną stronę, drugiego w przeciwną. I tak stopniowo, do brzegu" - opowiadał.
Ciała Polaków zamordowanych w więzieniu NKWD w Charkowie wywożone były do miejscowości Piatichatki, gdzie wrzucano je do dołów śmierci. Przed zasypaniem ziemią zamordowanych Polaków posypywano proszkiem, który miał przyspieszyć proces rozkładu. Potem na miejscu pochówku dyżurowali czekiści. Jeżeli poziom ziemi gdzieś się obniżył, ich zadaniem było dosypanie piasku i wyrównanie gruntu. Po zamordowanych nie mógł pozostać żaden ślad.
Syromiatnikow w swoich zeznaniach ujawnił rzecz mrożącą krew w żyłach. Otóż w przeciwieństwie do Kalinina w Charkowie Polaków wyprowadzano z cel po kilku. Stali więc na korytarzu ze skrępowanymi rękami, oczekując na swoją kolej. Słyszeli strzały, którymi mordowano ich kolegów. Wszystko odbywało się taśmowo. Na specjalną komendę komendanta Timofiejewa Kuprija jedni strażnicy wprowadzali kolejnego Polaka, a inni wyciągali ciało z katowni. Trudno wręcz sobie wyobrazić, jakie męki musieli przeżywać skazani.

W ramach zbrodni katyńskiej zamordowano około 22 tys. Polaków. Katów było grubo ponad stu. Byli to ludzie bardzo różni. Różnej narodowości, o różnej pozycji zawodowej i różne powodowały nimi motywy. Różnie także reagowali na dokonane zbrodnie. Na jednych mord nie robił większego wrażenia. Inni rozpijali się, chorowali na schizofrenię, popełniali samobójstwa. Wszystkich jednak łączy jedno, żaden z morderców Polaków nie został pociągnięty do odpowiedzialności sądowej za udział w zbrodni z 1940 r. Katyń pozostał zbrodnią bez kary.
Odkłamywanie” Katynia traktowano często jako warunek powrotu do tożsamości narodowej i do ładu moralnego. Kiedy w roku 1976 Tomasz Strzyżewski, pracownik krakowskiej Delegatury Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk - instytucji zajmującej się Polsce sowieckiej (1944-1990) cenzurą polityczną wszelkiego słowa pisanego i wypowiadanego publicznie - uciekł do Szwecji, w wywiezionych przez niego materiałach cenzorskich można było przeczytać jednoznaczny zapis katyński:
Przy ocenie materiałów na temat śmierci polskich oficerów w Katyniu należy kierować się następującymi kryteriami:
1. Nie wolno dopuszczać jakichkolwiek prób obarczania Związku Radzieckiego odpowiedzialnością za śmierć polskich oficerów w lasach katyńskich.
2. W opracowaniach naukowych, pamiętnikarskich, biograficznych można zwalniać sformułowania w rodzaju rozstrzelany przez hitlerowców w Katyniu, zmarł w Katyniu, zginął w Katyniu. Gdy w przypadku użycia sformułowań w rodzaju zginął w Katyniu - podawana jest data śmierci, dopuszczalne jest jej określanie wyłącznie po lipcu 1941 r.
3. Należy eliminować określenie „jeńcy wojenni” w odniesieniu do żołnierzy i oficerów polskich internowanych przez Armię Czerwoną we wrześniu 1939 r. Właściwym określeniem jest termin „internowani”. Mogą być zwalniane nazwy obozów: Kozielsk, Starobielsk, Ostaszków, w których byli internowani polscy oficerowie, rozstrzelani później przez hitlerowców w lasach katyńskich.
4. Nekrologi, klepsydry, ogłoszenia o nabożeństwach zgłoszonych w intencji ofiar Katynia oraz informacje o innych formach uczczenia ich pamięci mogą być zwalniane wyłącznie za zgodą kierownictwa Głównego Urzędu Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk.
Niniejszy zapis przeznaczony jest wyłącznie do wiadomości cenzorów a przy ewentualnych wykroczeniach nie wolno się na niego powoływać ani ujawniać jego istnienia”.
Zapis ten pochodzi z 14 stycznia 1975 r., z czasów „liberalnego” Edwarda Gierka!

Tym był Katyń przez ponad 50 lat. A czym jest dziś? Dziś Katyń, to przede wszystkim obowiązek pamięci o ludziach, którzy za niezłomną wierność Polsce zapłacili życiem. To nakaz ustalenia nazwisk 3870 ofiar barbarzyńskiego mordu, które do dziś pozostają bezimienne (rozstrzelani w Mińsku). To dążenie do wyświetlenia pełnej prawdy o mechanizmach zbrodni i jej sprawcach. Bo bezimienne nie mogą pozostać ofiary, ale przede wszystkim kaci.
Musimy wreszcie doprowadzić do uznania przez organy wymiaru sprawiedliwości Rosji zamordowanych w Katyniu i innych miejscach za ofiary zbrodni ludobójstwa, zbrodni wojennej i zbrodni przeciwko ludzkości, a także do przyznania zamordowanym statusu ofiar represji politycznych.
Jest także naszą powinnością sprawić, by pamięć o tej bezprecedensowej zbrodni, będącej naszą narodową tragedią, stała się częścią europejskiej i światowej historii. Bo tylko wtedy zbrodnia ta może stać się przestrogą dla przyszłych pokoleń.

Zbrodnia Katyńska jest symbolem okrucieństwa sowieckiego totalitaryzmu, który bezwzględnie zniszczył wszelką polskość, a szczególnie warstwy przywódcze naszego narodu: oficerów, naukowców, polityków, urzędników, nauczycieli. Tragizm Katynia to także dziesięciolecia kłamstw i wyrafinowanej propagandy, dążących do ukrycia rzeczywistych sprawców. Mimo wieloletnich starań nikt nie poniósł za zbrodnię odpowiedzialności karnej, choć dzięki staraniom polskich historyków udało się ustalić jej mechanizm, wykonawców, a przede wszystkim mocodawców.
Cała akcja likwidacji obozów miała charakter tajny; władze sowieckie chciały za wszelką cenę uniknąć odkrycia prawdy. Jednak już w lutym 1943 roku, po zajęciu przez Niemców Smoleńska, miejscowi wskazali na zbiorowe mogiły w lesie katyńskim. W tym samym roku dokonano ekshumacji zwłok polskich jeńców wojennych w Katyniu. Natomiast losy jeńców pomordowanych w Charkowie i Twerze pozostały owiane tajemnicą do 1990 roku, kiedy to Prezydent W. Jaruzelski otrzymał w Moskwie od Michaiła Gorbaczowa kopie dokumentów katyńskich (listy wywozowe i obozowe). Był to ważny gest gdyż przez prawie pół wieku władze ZSRR utrzymywały bowiem, że za zbrodnię katyńską odpowiedzialni są hitlerowcy. Dopiero we wrześniu 1990 roku strona rosyjska rozpoczęła śledztwo w sprawie mordu katyńskiego, które napawało nadzieją na odkrycie prawdy. Trwało ono do marca 2005 roku i niestety jego wyniki zostały w większości utajnione. 11 marca 2005 roku Najwyższa Prokuratura Wojskowa Federacji Rosyjskiej oficjalnie oznajmiła, że nie ma podstaw do uznania zbrodni katyńskiej za zbrodnię ludobójstwa.

W 2000 roku w Katyniu, Charkowie i Miednoje otworzono Polskie Cmentarze Wojenne, do których co roku przybywają z pielgrzymką rodziny pomordowanych.

05.X.2007r. Prezydent Lech Kaczyński postanowieniem numer 112-48-07 awansował na wyższy stopień pośmiertnie 88 oficerów starszych, zaś Minister Obrony Narodowej decyzją nr. 439/MON awansował na w wyższy stopień oficerski 7842 ofiary Zbrodni Katyńskiej. Nazwiska awansowanych zostały odczytane podczas uroczystości ”KATYŃ PAMIĘTAMY - UCZCIJMY PAMIĘĆ BOHATERÓW” w dniach 9 i 10 listopada przed Grobem Nieznanego Żołnierza w Warszawie

14 listopada 2007 roku poprzez aklamację Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej uchwalono ustawę w celu oddania hołdu ofiarom zbrodni katyńskiej ustanawiając - Dzień Pamięci Ofiar Zbrodni Katyńskiej – polskie święto obchodzone co roku w dniu 13 kwietnia.
Dzień Pamięci obchodzony jest w rocznicę opublikowania przez Niemców w 1943 informacji o odkryciu w ZSRR masowych grobów oficerów Wojska Polskiego. Związek Radziecki przyznał się oficjalnie do popełnienia zbrodni dopiero po pięćdziesięciu latach od dokonania mordu tj. 13 kwietnia 1990 roku, kiedy to Michaił Gorbaczow przekazał prezydentowi Wojciechowi Jaruzelskiemu listy przewozowe NKWD z obozów w Kozielsku i Ostaszkowie oraz spis jeńców obozu w Starobielsku. W latach 1990 r. do 2007 r. Dzień Pamięci obchodzono, jako Światowy Dzień Pamięci Ofiar Katynia.

Symbolem pamięci katyńskiej stał się wojskowy guzik z orzełkiem, w dużej mierze za sprawą słynnego już wiersza Zbigniewa Herberta „Guziki”, dedykowanego pamięci kpt. Edwarda Herberta.

GUZIKI

Tylko guziki nieugięte
przetrwały śmierć świadkowie zbrodni
z głębin wychodzą na powierzchnię
jedyny pomnik na ich grobie.

                   Są świadczyć, Bóg policzy
                   ulituje się nad nimi
                  lecz zmartwychwstawać mają ciałem
                  kiedy są lepką cząstką ziemi.

Przeleciał ptak, przepływa obłok,
upada liść, kiełkuje ślaz
cisza jest na wysokościach
dymi mgłą smoleński las.

                 Tylko guziki nieugięte
                 potężny głos zamilkłych chórów.
                 Tylko guziki nieugięte,
                 guziki z płaszczy i mundurów.

Zbigniew Herbert

Źródło:

Katyń - zbrodnia nie ukarana - K. Komorowski
Oprawcy z Katynia - W. Abarinow
Psy Stalina – Nikita Pietrow
W cieniu czerwonej gwiazdy. Zbrodnie sowieckie na Polakach (1917-1956) – Praca zbiorowa (Maciej Korkuć, Jarosław Szarek, Piotr Szubarczyk, Joanna Wieliczka-Szarek)
Strona internetowa - http://4historie.pl/katyn/wspom.htm 

KALENDARIUM „ZBRODNI KATYŃSKIEJ”

DATA WYDARZENIE

23.VIII.1939r. Podpisano pakt zwany Ribbentrop - Mołotow

01.IX.1939r. Wybuch II Wojny Światowej - agresja Niemiec na Polskę

17.IX.1939r. Agresja ZSRR na Polskę, bez wypowiedzenia wojny

IX - X.1939r. Deportacje polskich jeńców wojennych do sowieckich obozów

09 - 10.II.1940r. Pierwsza wielka wywózka Polaków w głąb ZSRR (ok. 220 tys.)

05.III.1940r. Decyzja o rozstrzelaniu polskich jeńców wojennych - (Stalin)

03 - 05.IV.1940r. Początek rozstrzeliwań w lesie katyńskim, Twerze i Charkowie

12 - 13.IV.1940r. Druga wielka wywózka Polaków - rodzin oficerów i policjantów (ok.320 tys.)

19.V. 1940r. Koniec rozstrzeliwań jeńców Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa

IV - V.1940r. Eksterminacja polskich jeńców na Ukrainie i Białorusi

22.VI.1941r. Początek wojny między Rzeszą Niemiecką a ZSRR

II.1943r. Odkrycie przez Niemców masowych mogił w Katyniu

III - IV.1943r. Ekshumacja jeńców Kozielska w Katyniu

14.IV.1990r. Gen. W. Jaruzelski otrzymał kopie części dokumentów katyńskich od M. Gorbaczowa

XI.1990r. - III.2005r. Śledztwo rosyjskie w sprawie zbrodni katyńskiej (wyniki utajniono)

05.XI.1990r. Powstanie Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Rodzina Policyjna 1939 r. w Katowicach

25.VII - 09.VIII.1991r. Ekshumacja jeńców Starobielska w Charkowie

15 - 31.VIII.1991r. Ekshumacja jeńców Ostaszkowa w Miednoje

14.X.1992r. Prezydent B. Jelcyn przekazał L. Wałęsie kopię rozkazu Stalina z 5.III.1940 r.

17.VI. - 2.IX. 2000r. Otwarcie Polskich Cmentarzy Wojennych w Katyniu, Charkowie i Miednoje

05.X.2007r. Prezydent L. Kaczyński awansował pośmiertnie ofiary Zbrodni Katyńskiej

14.XI.2007 Posłowie poprzez aklamację ustanowili

DZIEŃ PAMIĘCI OFIAR ZBRODNI KATYŃSKIEJ obchodzony - 13 kwietnia


Obóz KOZIELSK STAROBIELSK OSTASZKÓW

Data otwarcia Polskiego Cmentarza Wojennego 28 lipca 2000 17 czerwca 2000 2 września 2000

Źródło:
Strona internetowa Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Rodzina Policyjna 1939 r.
(http://www.osrp1939.policja.katowice.pl/kalendarium.htm)